Natalia Lesz Strona główna Dla prasy Kontakt Switch to English

Od kiedy pamiętam, muzyka była dla mnie ucieczką w świat wyobraźni.

Jednym z moich ulubionych miejsc takich ucieczek był Teatr Wielki w Warszawie. Zapach sceny, widok marmurowych przestrzeni wzbudzał we mnie wielkie emocje. Moim światem stał się dźwięk żywych instrumentów, oklaski, piękni, pachnący ludzie, ale też cisza jaka zapada na sali po uniesieniu batuty przez dyrygenta.

To dlatego znalazłam się w Warszawskiej Szkole Baletowej, gdzie spędziłam 8 lat, w większości na bardzo ciężkich ćwiczeniach w salach baletowych. Grałam też w moim wymarzonym Teatrze Wielkim główną rolę w balecie „La Gitana”, gdzie pomimo oklasków tysiąca ludzi, realia dorosłego świata były zupełnie inne niż te z mojego dziecięcego świata bajek. Wtedy też przeżyłam moją pierwszą przygodę z filmem. Wystąpiłam wraz z Leszkiem Możdzerem w roli tancerki w filmie Wojciecha Marczewskiego „Weiser”. Po latach nauki i występów w baletach „Romeo i Julia”, „Dziadek do Orzechów” i „Córka Źle Strzeżona” po ciężkich dniach zawsze zastawałam sama z moim obolałym ciałem.

Wtedy podjęłam decyzje o ucieczce i kontynuowaniu moich marzeń i pragnień artystycznych nie tylko ruchem, ale też słowem i dźwiękiem. Wyjechałam do Nowego Jorku. Otoczyłam się Szekspirem i Czechowem, ucząc się na pamięć monologów w języku, którego praktycznie nie znałam.

Kiedy stanęłam wśród 2700 kandydatów zaciekle walczących o 60 miejsc na prestiżowym wydziale aktorsko-muzycznym w Tisch School Of the Arts, New York University pomyślałam sobie, że nie mam żadnych szans. I może dlatego, bez obciążeń – bo cóż miałam do stracenia – tak odegrałam scenę z monologiem, że zostałam przyjęta jako jedyna studentka z Europy.

Po czterech latach studiów, występów w przedstawieniach teatralnych i muzycznych, postanowiłam dalej doskonalić moje umiejętności zarówno w tańcu scenicznym w Alvin AileyBrodway Dance Center, ale też w śpiewie, teorii muzyki i aktorstwie w CAP21, Stella Adler Conservatory of DancingLee Strasberg Insitute.

Któregoś dnia powiedziałam sobie – dość nauki przyszedł czas na zmierzenie się z rzeczywistością. Zaczęłam tak jak wszyscy od sesji fotograficznej, oraz nagrałam swoją pierwszą płytę demo u kolegi w studiu w New Jersey. Studio, z braku miejsca, mieściło się w szafie. 

Potem zaczęła się naprawdę ciężka praca. Powoli dochodzilam do wniosku, że muszę wziąć sprawy we własne ręce i nie pozwolić, aby ktokolwiek prowadził mnie dalej za rączkę, mówił mi co i jak mam śpiewać, jakie sample, loopy i brzmienia mają mieć moje piosenki, co jest "na czasie" i "co sie sprzeda".  Aby tak się stało musiałam odpowiedzieć sobie na pytanie – kim jestem, w co wierzę, co czuję, jakie mam wątpliwości, jak widzę współczesny świat, czy potrafię o tym mówić tak, aby inni chcieli mnie słuchać.

Ten proces był długi i wyczerpujący. Po wielu próbach i miesiącach doświadczeń zrozumiałam, że producenci muzyczni z pierwszej ligi szukają poważnych partnerów do współpracy. Nie ślicznych panienek, albo zagubionych dzieci, które same tak naprawdę nie wiedzą, jak i po co znalazły się w studiu.

Zaczęłam od współpracy z Johnem Poppo z Nowego Jorku, a następnie z parą producentów Rob i Heather Hofman. Próbowałam i zdobywałam doświadczenia. Jednak czułam, że nie doszłam jeszcze do tego miejsca, którego szuka każdy artysta, do swego rodzaju spełnienia. Postanowiłam sobie, że w mojej twórczości nie pójdę na żadne kompromisy i nikt mi nie będzie wyznaczał kierunków.

I wtedy poznałam Grega Wellsa. Greg, człowiek, który przyczynił się do sukcesu utworów Miki „Grace Kelly” czy Timbalanda „Apologize”; człowiek, który współpracował między innymi z takimi artystami jak Louise Goffin, Otep, The Deftones, Pink, Emm Gryner, Rufus Wainwright, The Pipettes, Natasha Bedingfield, Pussycat Dolls, Team Sleep, Jewel, Belinda Peregrin, Michelle Branch, Jesse McCartney, Sarah Bettens, The Veronicas, Hilary Duff, Alex Parks. 

 Polecialam do Los Angeles na tydzien. Zostalam. Tak zaczęła się nasza współpraca. Greg wprowadził mnie w inną rzeczywistość muzyki pop. Wspólnie łowiliśmy każdy kolor, smak i kształt pojedynczych dźwięków. Zaczęłam szukać inspiracji oglądając kreskówki dla dzieci, znajdowałam ją w dźwiękach obijanych o siebie naczyń, czy trzeszczącego krzesła. To był powrót do dźwięków mojego dzieciństwa i moich dziecięcych instynktów. To była właśnie kwintesencja pracy z Gregiem.

Kolejnym wielkim producentem, którego miałam szczęście spotkać i pracować był Glen Ballard. Podobnie jak Greg Wells, Glen nie jest dla mnie jedynie producentem, ale też bliską mi artystyczną duszą. To jeden z tych producentów muzycznych, którego kompozycje przyniosły jedne z największych dochodów w historii muzyki rozrywkowej i sprzedawane są w dziesiątkach milionów egzemplarzy. Pracował z tak wielkimi nazwiskami jak Celine Dion, Shakira, Aretha Franklin, The Corrs, Natalie Cole, Michael Jackson, Quincy Jones, Christina Aguilera, Barbra Streisand, No Doubt, Aerosmith, Annie Lennox, Lisa Marie Presley czy Alanis Morissette a mimo to pozostał miłym i bardzo skromnym człowiekiem. W trakcie naszej wspólnej pracy był moją ochroną, komfortem psychicznym, ciepłem i poezją. Pracę w jego studiu mogłabym porównać do picia gorącej czekolady w luksusowym hotelu, gdzie siedzę opatulona kocem przy kominku z tomikiem wierszy Joni Mitchell czy Leonarda Cohena.

Potem przyszedl czas na koncerty. Niezapomnianym przezyciem byl support jaki dostalismy przed Brytyjska gwiazda popu- MIKA. Jego kilku-tysieczna publicznosc byla dla mnie, jak i dla calego zespolu, magicznym doswiadczeniem.

Na poczatku 2008, wersja klubowa jednej z moich piosenek "Power Of Attraction" znalazla sie na 24 miejscu listy Billboard Magazine...

Kwiecien 2008. Po prawie 12 latach w Stanach, siedze z laptopem na podlodze swojego Warszawskiego mieszkania, za oknem, w oddali- wszystko to, co znam tak dobrze. 

 

 

 

newsletter

Wpisz swój e-mail aby otrzymywać najświeższe informacje o Natalii Lesz:


wyślij

sonda

Muzyka sprawia, że...

milej spędza się czas
rozumiem więcej o życiu
bardziej się lubię